Epigon na planszy


„Ogranicza Cię tylko Twoja wyobraźnia” – a ponieważ Twoja wyobraźnia jest przeciętna, ogranicza Cię własna przeciętność, w rezultacie Twoje RPG też jest, niestety, przeciętne.


Pozytywne rozpoczęcie notki, prawda?

Pamiętacie wpis Przeszkol swoich pracowników z RPG? Jego celem było uzbrojenie graczy w oręż białej propagdany do walki z rodzicami i przyjaciółmi, by przekonać ich do naszego hobby. Wiele z hurraoptymistycznych wtedy wniosków kładłem na karb RPG, dzisiaj nieco zweryfikuję ten pogląd i skalam własne gniazdo.


Aesandill w trzech notkach poruszył temat wyobraźni a RPG. Ubolewał, że szablony przytłaczają gry wyobraźni, zaś implicite tandeta i najprostsze schematy zioną ze scenariuszy, a na sesjach mamy same klisze. I choć poruszył temat od dupy strony, rozdrabniając się na tematy typu „jak opisać jaskinię”, niemniej zainspirował mnie do rozważań, czy aby ta osławiona erpegowa wyobraźnia nie jest mitem i fandomowym onanizmem,. Przemyślenia doprowadziły mnie również do wniosku, że samo RPG to zakurzone zadupie popkultury.

Zacznę od tematu zadupia, gdyż z niego płynie dalszy wywód. Settingi RPG to zwykłe kalki innych źródeł popkultury – modyfikowane konwencje i gatunki filmów, komiksów, światów literackich, gier komputerowych, a nawet muzyki. Amber, Tolkien, Star Wars, Zew Cthulhu, postapokalipsa, western, itd. RPGi nie dają nic od siebie, nie są twórcze, nie wzbogacają popkultury o nowe trendy, tematy, lecz tylko zwiększają jej masę. Dobre, twórcze pomysły, idee zdolne stworzyć nowe światy i konwencje padają gdzieś indziej: wśród reżyserów i scenarzystów filmowych, designerów gier komputerowych, rysowników, pisarzy. To oni przekuwają stary kod na język nowych czasów, rodzą symbole współczesnych pokoleń. Czerpią z dotychczasowych dokonań, by kreatywnie stworzyć coś świeżego. Rzeki z tych źródeł zbierają sie w jedno bajoro (czyżby ściek?), z którego dopiero RPG czerpie, by narysować swojego jelenia na rykowisku i ogłosić to nowatorską rewolucją.

Nie chodzi nawet o fakt, że RPG jest mniej popularne od innych źródeł, więc ma mniejsze pole popisu. Nie o moc wpływania na popkulturę mi idzie, ale o potencjał. Czytałem masę książek, które otworzyły przede mną wrota do innego świata. Oglądałem wiele filmów, które rzuciły mnie na kolana i pokazały coś, co było dla mnie objawieniem nowości. Ale nie czytałem RPGa który nagle pokazał mi inny świat, inną konwencję, niż znałem dotychczas. Postapokalipsa i tysiąc jej odcieni? Aleja Potępienia Zelaznego, Mad Max, Terminator, Stalker, Wodny Świat, atomowa zima, a na ich podstawie kalki rpgowe. Zombiaki? Romero, komputerówki, daleko potem rpgi. Wampir – nowe wcielenie dzięki literaturze Anny Rice, a na ich podstawie system Rein•Hagena. Wymieniać można bez końca. To nie RPGowcy dają fajne pomysły, oni je tylko podglądają i wykorzystują na swoim poletku. Ilu maniaków Star Warsów RPG walczyło podwójnym mieczem świetlnym, zanim drzwi windy nie odsłoniły Dartha Maula w The Phantom Menace?

Jedynym okresem, który, jak mi się wydaje, wpłynął na popkulturę były lata 70te i czas D&D. Romans z tym RPG miało wielu twórców, narodziły się pewne kanony i rozwiązania, które w latach późniejszych były adoptowane do innych źródeł (np. komputerówki). Musiał być to niesamowicie twórczy czas, a świadomość aktywnego wpływu na popkulturę musiała tylko motywować fanów. Ale to był błysk, potem znów moc kreacji odwróciła się o 180 stopni, i dziś do RPGów papierowych siadają ludzie ukształtowaniu już przez cRPG (czy tam MMO).

Pochodną odtwórczej roli RPGów jest umiłowanie graczy do światów, które już znają. Z historii, gier komputerowych, zza okna. Gdy coś jest nowe, niespotykane, gracze dębieją i ciemność widzą. Do czego się odwołać? Wyobraźnia nie ogarnia świata i zależności, częstokroć lektura settingu sprawia problem, bo coraz więcej graczy unika czytania. Interpretacja zjawisk i zasad w sposób szerszy stanowi wielkie wyzwanie – gdy coś nie jest opisane jak w kodeksie karnym, lub nie bazuje na banałach komiksowych to ogarnięcie tego przez graczy czasem graniczy z cudem. Większość znanych mi graczy RPG gubi się wśród nowych rozwiązań, innych światów, nie potrafią ich sobie wyobrazić, zwizualizować, ogarnąć. Gdy setting bazuje na neverlandzie i tak zazwyczaj jest zlepkiem klisz – Cthulhu w kosmosie, czy fantasy w postapokalipsie to nie jest żadna nowa jakość, tylko stare kotlety w innej panierce. Zauważcie jak scenariusze czy nawet intrygi przygód są zwyczajnymi sztampami, bez polotu, bez ciekawych oryginalnych motywów, wszystko udaje nasz świat z dekoracjach znanych z innych tworów popkultury. Wyobraźnia graczy i mistrzów gier często kończy się na mnożeniu kolejnych typowych sytuacji, pogłębianiu stereotypów i całkowitym spłyceniu mnóstwa elementów świata przedstawionego (emocji, relacji, opisów, zachowań). Mamy zatem odgrywanie legionu foremek: fanatyków religijnych, twardzieli bez ujmy na honorze lub sprytnych i cynicznych knujów. Większość postaci drugoplanowych zachowuje się tak samo, wygląda przeciętnie, ma podobne motywacje, a wyjście poza schemat jest odbierane jako „nierealistyczne, przekombinowane, nierzeczywiste, naginanie świata”. Fabuły gier RPG są do bólu przewidywalne, budowane wg tych samych reguł, ograniczające się do wąskiego zestawu questów i narzędzi. Mam wrażenie, że ogromna ilość graczy nurza się w stereotypach, eksploatuje ciągle te same wątki, idee, te same światy, wąską liczbę technik prowadzenia, fabularne kompromisy (czyli infantylne uproszczenia i uogólnienia) związane z towarzyskim aspektem zabawy (drużyna, wykształcenie, wiek odbiorcy). Jak często Wasze postaci nie zagadały NPCa bo się wstydziły? Jak często Wasz bohater z lenistwa zrezygnował z czegoś pomocnego, co wymagało by tylko deklaracji gracza? Takie sytuacje w RPG niemal się nie zdarzają, wszyscy prowadzą wg schematu, wszyscy grają tak samo!

Spróbuję krótko podsumować, bo temat można ciągnąć nawet kilkadziesiąt stron. Elementy, o których wspominam nie są w ogóle potrzebne, aby w RPG fajniej się grało. Mają jedynie na zasadzie umiejscowić nasze hobby w szersze skali. Moim zdaniem, kto wierzy, ze RPG jest równorzędną, ale malutką działką popkultury, musi przełknąć pigułkę goryczy. RPG papierowe jest tylko parazytoidem popkultury, żerującym na jej dorobku, nie wnosi nic dla innych jej uczestników. Sądzę, że kreatywność RPGowców zaś ogranicza się do poruszania po planszy pełnej szablonów i gotowców. Ich przełamanie lub wyjście poza plansze jest dla wielu za trudne, ponieważ w kwestii wyobraźni jednak są totalnie przeciętni w stosunku do innych uczestników popkultury. RPG szablonem stoi.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...