Minimalne wymagania gracza

Dziś z perspektywy gracza, a nie prowadzącego.

Lubię grać w klasyczne RPG. Lata doświadczeń pozwoliły mi wyodrębnić, nazwać i scharakteryzować, jakie elementy podobają mi się w grze, a jakich nie znoszę i wywołują u mnie alergię. Bazując na tych preferencjach, mam pewne minimalne wymagania odnośnie gry i prowadzenia, które gwarantują, że sesja będzie dla mnie satysfakcjonująca.

Każdy z graczy RPG ma swoje minimum, potrzeba jednak czasu na ich rozpoznanie i zdefiniowanie - łatwo je pomylić po prostu z tym, co nam nie pasuje albo z tym, co lubimy. Tymczasem minimalne wymagania to nie milion różnych czynników, które preferuję lub mnie wkurzają – to te minimum, które bezwzględnie wymagam. Nawet jeśli mistrz gry to totalny jąkała, czytający opisy z kartki, a reszta współgraczy będzie toczyć bój na pierdzenie co 5 minut, to jeśli tylko zostaną spełnione moje minimalne oczekiwania i tak będę zadowolony. Cokolwiek mistrz gry nie zrobi, może być już tylko lepiej. Jeśli zaś, choć jedno z tych wymagań nie zostanie spełnione, sesja mnie zmęczy, znudzi, zirytuje. Nie poczuję zabawy, choćby prowadzący był Prawdziwym Narratorem wywołującym Słowem i przeponą łzy wzruszenia u swych graczy.

Wpis jest podsumowaniem kilku lat grania u różnych prowadzących, dlatego żaden z ostatnich (przynajmniej czterech) mistrzów gry, którzy prowadzili mi sesje w minionych miesiącach nie ma co się obruszać. Różni gracze mają różne wymagania, niektórych bawi coś zupełnie innego, niż mnie. Patrząc na swoje doświadczenia sadzę, że moje wymagania są zdecydowanie wyśrubowane.

Co ciekawe – dotychczas swoje preferencje opierałem na intuicji i rozważałem w odniesieniu do konkretnych przypadków, dopiero dwa dni temu udało mi się je zdefiniować na poziom ogólności pozwalający dopasować je do każdej sesji i drużyny. Poniżej prezentuję Wam swoje warunki udanej sesji dla mnie, jako gracza.

Dobre zasady testowania: test jest zawsze jawny, przed rzutem kośćmi określamy warunki testu.

Zawsze wiem, jaki powinienem uzyskać rezultat, aby udało mi się przedsięwzięcie bądź co uzyskam, gdy zdam test wyjątkowo dobrze. Musi być coś więcej niż „rzuć na czujność, im więcej tym lepiej”. Choćby ogólne - „Za każde 10% ponad zdany test zauważysz jedną dodatkowo ważną rzecz”, czy ideał dla mnie dobrego obyczaju testowania „Aby zauważyć, w którym miejscu rosną zioła, które cię interesują, musisz zdać trudny test zielarstwa. Za każdy dodatkowy sukces znajdziesz jedną porcję więcej ziół.” Kurwica mnie bierze, gdy testy nie są jawne, albo gdy nie znam warunków przed rzutem. Mam wrażenie, że mistrz gry robi pusty test, od którego nic nie zależy – i tak nagnie jego rezultat do swojej opowieści (co robi w takich sytuacjach wielu mistrzów gry i to widać na kilometr). Albo gdy prowadzący liczy, że uzyska klimat i dramatyczność poprzez rzucanie kośćmi bez słowa i marszczenie czoła, gdy spogląda na wynik (taka porada z dupy była w starej Magii i Miecz). Chuja mnie wtedy obchodzi wynik testu czy to mojego, czy turlania Misia – skoro nie wiem, czego dotyczył.

Brak chęci do transparentności testów to obawa mistrzów gry przed wzięciem odpowiedzialności za wynik testu, albo traktowania mechaniki gry jako zło konieczne. A ja tylko chcę wiedzieć jak rzucam, dlaczego rzucam i co musze uzyskać, aby było fajnie.

Gramy razem: zabawa towarzyska ponad teatrem jednego aktora

Ten warunek dotyczy innych współgraczy i pewnego podejścia mistrzów gry do bohaterów opowieści. RPG to zabawa towarzyska, nie singiel i psychodrama gracz – narrator. Stąd dla mnie bohaterowie to tylko rekwizyt dla wspólnej zabawy, a nie pępek całej gry. Całość sprowadza się do stwierdzenia: gra mi się dobrze z takimi ludźmi, którzy preferują grę swoją postacią jako członkiem drużyny, a nie indywidualnością, dla której grupa jest tylko ciężarem.

Jest to punkt, który najtrudniej mi uzyskuje się wśród RPGowców. Mocno bowiem pokutuje wzorzec sesji jako teatru i gracze są nauczeni i przyzwyczajeni do gry mocno egoistycznej. Budują sobie postaci, ze słabym powiązaniem z innymi członkami drużyny, wymyślają swoim bohaterom milion indywidualnych wątków i cech, mając ogólnie w dupie jak to będzie przekładać się na wspólną grę. Wyśmiewany wszędzie „milczący i tajemniczy” to jedna z postaci tej kategorii, ale ma milion swoich odmian. Taki gracz najlepiej się bawi, gdy w scenie jest tylko on i mistrz gry, gdyż inni bohaterowie przeszkadzają mu pokazać, jak on wspaniale odgrywa swoją postać i milion spraw z nią związanych. Największe ekstremum – gdy te wszystkie wątki będą opracowywane w tajemnicy przed innymi (sic!) i gracz podczas sesji wychodzi na godzinę z prowadzącym, aby je rozwinąć. O ja pierdolę, nóż mi w kieszeni się otwiera!

Granie drużynowe obejmuje duże spectrum zachowań, ale generalnie wszystkie sprowadzają się do prymatu odgrywania swojej postaci oraz grania samemu, nie wnosząc nic w towarzyskość zabawy. Gracz taki cały czas odłącza się od grupy, w dupie ma dążenie do zespolenia drużyny, nie dba o relacje swojej postaci z bohaterami innych graczy, nie interesuje się innymi. Podrzucanie wspólnych wątków, podkręcanie motywów innych bohaterów tylko po to, by ktoś inny miał większą zabawę, to wyżyny dla egoisty. Tylko on, jego superata postać, jego mega odgrywanie tej postaci, a reszta chuj. Jako gracz mam wtedy ochotę powiedzieć „moja postać ma lepsze relacje z sąsiadem NPCem, z którym gram sobie wieczorami w karty, niż z twoim bohaterem. Nic nas nie łączy, to cześć, spierdalaj”.

Teatr jednego aktora to klapki na oczy i spoglądania tylko z perspektywy swojej postaci – często tacy gracze potrafią zrobić każdą głupotę, która wpakuje grupę w kłopoty, a nawet skonfliktują mocno bohaterów (a czasem graczy). Wtedy egoista wygłasza najbardziej wzięty z dupy tekst, jaki słyszałem u wielu osób: „ja tylko odgrywam swoją postać”. Zaklęcie odgrywania tłumaczy każdy syf, jaki się uczyni poprzez swoją postać .

Częściową winę ponosi tutaj mistrz gry, który uważa takich egoistów za bardzo dobrych i pożądanych graczy, wszak bardzo koncentrują się na wiarygodnym odgrywaniu postaci, jej uczuć i dążeń. Prowadzący motywuje graczy do podobnych zachowań, wyraża swoją aprobatę, a że drużyna mu się nie klei i średnio interesuje się wątkami, jakie im rzuca na sesji, przenosi to na „słabych graczy”, niż słabość swoich koncepcji prowadzenia.

RPG jest przeznaczone dla kilku graczy i już samo to zakłada uproszczenie. Źle mi się gra, kiedy dla współgraczy to teatr jednego aktora i mistrza gry.

Zabawa z przymrużeniem oka: dramatycznie i nastrojowo, złoty środek

Lubię traktować RPGa jak popularny film akcji lub grę komputerową: ma być dramatycznie, bo inaczej zasnę; mechanika powinna być stosowana, gdyż na niej bazują możliwości mojej postaci (pełna narracja zasysa tutaj w praktyce), pożądam również scen nastrojowych i odgrywania. Najlepiej, gdy całość okraszona jest fajną konwencją, przemocą, humorem, seksem, kilkoma odniesieniami, konwencją, itd. Ha! Wynika z tego, ze preferuję złoty środek – gdy szala przechyla się tylko na mechanikę, mam skojarzenie z planszówką. Natłok dynamicznych sekwencji sprawia, że czuję się, jak podczas gry w L4D, gdy nacisk kładziony jest tylko na nastrój to się strasznie nudzę. Uważam osobiście, że RPGom bliżej jest do tych szmir hollywoodzkich w stylu 10 minut romansu, 10 minut nawalanki, 10 minut pościgu, itd. I choć w kinie często wychodzi to marnie, na sesjach takie schematy sprawdzają się rewelacyjnie. A jeśli ktoś pragnie przełożyć na sesję film Bergmana czy Jarmusha – powodzenia, beze mnie. Bardzo nie lubię udawać, ze RPG jest dla mnie czymś więcej niż rozrywką i gdy w drużynie wyczuwam inne podejście, zaczynam się dystansować. Zbyt wiele sesji „na poważnie” okazało się nudnymi flakami w wybujałej formie. Dlatego, gdy wyczuwam klimat Sztuki, intelektualnej uczty, formy ponad treścią i rozrywką, z góry wiem że nie będę dobrze się bawił.

To koniec mych wielkopańskich życzeń odnośnie sesji. Nie ma tutaj słowa o budowaniu fabuły, o narracji, o budowaniu opowieści. Preferencji i przyzwyczajeń mam mnóstwo, ale są one drugorzędne - gdy jednej z nich zabraknie sesja też może być fajna. Tymczasem minimum wymagań to moja baza. Gdy je dostanę, jak powiedziałem, jestem już zadowolony z sesji.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...